ARTYKUŁY KULTURA I SPOŁECZEŃSTWO PSYCHOLOGIA ZDROWIE PSYCHICZNE

PSYCHOCZYTELNIA #8 – PRZYJAŹŃ, TRAUMA I POSZUKIWANIE SENSU

4

A to wszystko tym razem w jednej książce o tytule Małe życie.

HANYA YANAGIHARA – MAŁE ŻYCIE

Mocna, do bólu autentyczna, budząca w czytelniku szeroki wachlarz emocji – takimi słowami można opisać historię czterech przyjaciół z Nowego Jorku, których losy śledzimy od czasów studenckich przez następne kilkadziesiąt lat ich życia. Bieżąca akcja przeplata się z licznymi retrospekcjami – autorka przenosi nas do przeszłości każdego z bohaterów, przybliżając nam ich dzieciństwo, pozwalając zrozumieć, co ich stworzyło, co sprawiło, że są sobą – Judem, Willemem, Malcolmem i JB.

Gdybym miała odpowiedzieć na pytanie, o czym jest ta książka, powiedziałabym – o życiu. Ale takim prawdziwym, niesłodzonym, nieprzerysowanym na potrzeby wymuszonego happy endu. Jest to historia o przyjaźni, która ma wiele odcieni, swoje dobre momenty, jak i chwile pełne bólu i upokorzenia. Historia o miłości, tej toksycznej, jak i tej najszczerszej, w którą aż trudno nam uwierzyć. Jest to również historia głębokiej traumy i przerażającej krzywdy i cierpienia, jakich może doświadczyć w życiu człowiek, będąc jeszcze małym, niewinnym dzieckiem.

Książka ta dotyka wielu bardzo interesujących, z psychologicznego punktu widzenia, problemów i zagadnień. Jak głęboko skrzywdzony człowiek może radzić sobie z traumą? Co przynosi mu ulgę? Jak próbuje uciec od wciąż nawiedzających go bolesnych wspomnień? Czy będzie potrafił odnaleźć się w intymnej relacji z drugą osobą? Molestowanie, pedofilia, autoagresja, samotność, poszukiwanie swojej tożsamości oraz sensu w życiu – to główne pojęcia związane z psychologią i psychoterapią, na których opiera się fabuła Małego życia.

Bardzo rzadko czytając, odczuwam tak gwałtowne emocje, jak przy tej lekturze. Były momenty zachwytu, żalu, przejmującego obrzydzenia, empatii względem głównego bohatera (Juda), jak i chwil totalnego niezrozumienia dla jego zachowań, a nawet złości. Autorka potrafi nakreślić czytelnikowi tak realny obraz, że czasami ma się wrażenie uczestniczenia w danej scenie, bycia obok bohaterów i obserwowania wszystkiego z bliska. Może to stwierdzenie wyda się wam przesadzone, ale kilka razy, przy bardziej brutalnych opisach, prócz szarpiących mną emocji mogłam doznać np. opisywanego – metalicznego zapachu krwi. Gdy któryś bohater osiąga sukces lub dotyka dna, czytelnik doświadcza tego razem z nim.

Autorka próbuje pokazać, że nie mamy na wszystko wpływu, że nasze życie uzależnione jest od wielu czynników. Jednym z nich może być nasze dzieciństwo, które kładzie cień na to, co dzieje się tu i teraz. Innym ludzie, których spotykamy na naszej drodze i których decydujemy się trzymać.

malezycie

A na końcu i tak jesteśmy tylko my sami, z naszymi małymi życiami.

Według mnie – słusznie okrzyknięta najgłośniejszą amerykańską powieścią 2015 roku. Mimo przytłaczających gabarytów – szczerze polecam.